Książka i album fotograficzny w jednym “Japonia na nowo – po raz pierwszy odkryta” autorstwa Ludmiły Kot i Romualda Zabielskiego nie jest kolejnym przewodnikiem turystycznym po Japonii, choć można się z niej wiele dowiedzieć o Kraju Kwitnącej Wiśni. Tytuł “Japonia na nowo – po raz pierwszy odkryta”…
Często zamiast na bliskość i przyjemność, nastawiamy się wtedy na wykonanie i cel. Takie rozbudowane oczekiwania wobec siebie i partnera mogą być źródłem stresu lub lęku, który na pewno nie pomaga w budowaniu intymności i bliskości w nowej relacji. Pierwszy seks to pierwsze poznanie, którego wynik może być różny, choć
Rob Riker, twórca bloga The Social Winner, wylicza, co pomoże nam być dobrze zapamiętanym: zdecydowany uścisk dłoni na powitanie. wyprostowana postawa. utrzymywanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą i wtedy gdy mówimy, i słuchamy. Jeśli siadasz na ławce, zajmij tyle miejsca, ile potrzebujesz.
To jedno z najczęstszych pytań, jakie od Was otrzymuję. Czas zatem odpowiedzieć na nie raz, a porządnie. Oczywiście nie ma fizycznej możliwości, aby polecić wszystko, co można kupić w Japonii, dlatego przedstawię pomysły na najchętniej kupowane pamiątki, czyli omiyage, i te mniej typowe (choć może tylko w moim rozumieniu), a
W tym samym roku Yaris Cross po raz pierwszy stał się liderem francuskiej motoryzacji pod względem liczby wyprodukowanych egzemplarzy, uzyskując poziom 161 508 aut w ciągu roku. Nowy model zastąpił na pozycji lidera Yarisa, który w ciągu ostatnich 10 lat siedmiokrotnie zajmował pierwsze miejsce. Zakład zatrudnia obecnie 5000 osób.
Anna Starmach po raz pierwszy o córeczce, Jagnie. Jako rutynowe zaspokojenie głodu? Tak. Ona za każdym razem wkłada w to całą siebie, jest takim małym odkrywcą, a ja dzięki niej na nowo odkrywam najprostsze rzeczy.
. Opis książki:Książka i album fotograficzny w jednym "Japonia na nowo - po raz pierwszy odkryta" autorstwa Ludmiły Kot i Romualda Zabielskiego nie jest kolejnym przewodnikiem turystycznym po Japonii, choć można się z niej wiele dowiedzieć o Kraju Kwitnącej Wiśni. Tytuł "Japonia na nowo - po raz pierwszy odkryta" doskonale tłumaczy, co było główną inspiracją do napisania tej książki - autentyczne godziny autorów spędzone na rozmowach o Japonii. Dwoje autorów, dwa spojrzenia, interesujący dialog. Książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza to rozmowa w formie wywiadu przed wspólnym wyjazdem, w której dominują Jego wspomnienia zręcznie ubarwione anegdotami. Drugą część - już po powrocie z ich wyprawy, gdzie następuje zderzenie z Jej wcześniej zbudowanymi wyobrażeniami i fascynacją, a wtedy dialog pomiędzy autorami nabiera większej dynamiki i humoru. Oprawa graficzna, bardzo ekspresyjna i barwna, nawiązuje klimatem do komiksów mangi, ale też i innych charakterystycznych form japońskich. Jest to ubarwiona ponad 300 fotografiami garść gawęd o Japonii, po których nie pozostaje nic innego niż ochota, by wsiąść do samolotu i już po kilku godzinach lotu odkryć ten świat samemu. Książka "Japonia na nowo. Po raz pierwszy odkryta" - Romuald Zabielski, Ludmiła Kot - oprawa twarda - Wydawnictwo Państwowe Rolnicze i Leśne. Książka posiada 204 stron i została wydana w 2016 r.
W Internecie krążą już dziesiątki artykułów opisujących obchody Nowego Roku w Japonii: Nowy Rok w Japonii, Ō-Shōgatsu, Japoński Nowy Rok, Zwyczaje noworoczne w Japonii, Jak Japończycy obchodzą Nowy Rok – wszystkie są prawie identyczne. Po co więc pisać kolejny raz o tym samym? Bo tym razem będzie inaczej! Co daje mi prawo zuchwale twierdzić, że uda mi się napisać coś innego, niż wszyscy inni przede mną? Primo, znaczna część tych artykułów to albo przepisana przez osoby, które nigdy nie były w Japonii w czasie Nowego Roku wiedza książkowa, albo informacje zdobyte na podstawie obserwacji świąt przez tych, którzy tu byli, ale nadal pozostawali niejako „na zewnętrz” – obserwowali to, co dzieje się wokół, ale nie uczestniczyli czynnie w przygotowaniach i obchodach. Owszem, są też relacje pisane przez Polaków uczestniczących w programach home stay, ale tu też mogę się obronić, bo każdy region i każdy dom ma swoje, nieco odmienne tradycje i obyczaje noworoczne. Nie zacznę więc od słów Japończycy w Nowy Rok lub jak Japończycy obchodzą Nowy Rok, bo tego nie wiem. Ale wiem, jak było u nas, w Imari, na Kyushu, i o tym właśnie Wam opowiem 🙂 Od naszego przybycia na Kyushu minęło już kilka dni. Pierwsze przygotowania do Nowego Roku zaczęły się zaraz po naszym przyjeździe od robienia ryżowych ciastek mochi, o czym przeczytasz w pierwszej części tej historii – Nowy Rok na japońskiej wsi: przygotowania. Ōmisoka – wigilia Nowego Roku (大晦日) Podobnie jak u nas przed Bożym Narodzeniem, dzień rozpoczął się od ōsōji (大掃除), czyli wielkiego noworocznego sprzątania (wiem, że inni znajomi na ōsōji wykorzystali 23 grudnia, czyli dzień urodzin obecnego cesarza Japonii, który jest świętem narodowym wolnym od pracy. Cóż, my wtedy machaliśmy flagą przed Pałacem Cesarskim). W ruch poszły wszystkie ręce dostępne na pokładzie. Mnie, muszę przyznać, trafiły się całkiem fajne czynności: odkurzanie tatami w ozashiki (najlepszym pokoju w domu), ścieranie kurzu na butsudan (ołtarzu buddyjskim) oraz „prace wysokościowe” (średnia wzrostu mieszkańców domu nie przekracza 160 cm, więc moje 177 cm w końcu było do czegoś przydatne; do tej pory wykorzystywałam je jedynie do dzwonienia czołem w futryny) – wymiana kaligrafii we wnęce tokonoma na noworoczną i sprzątanie na ołtarzykach shintoistycznych (kamidana) umieszczonych nad wejściem do ozashiki i w kuchni, na wysokiej półce. Sprzątanie na kamidanie (ołtarzyk shintoistyczny) Kamidana (z kagami-mochi) melduje gotowość do świąt Gdy już u wszelkich domowych bóstw było posprzątane, na ołtarzykach i przed tokonomą należało ułożyć kagami-mochi (鏡餅) – noworoczną ofiarę dla bóstw. Kagami-mochi, czyli dwa duże ciastka mochi (które robiliśmy sami w poniedziałek) zdążyły już nieźle stwardnieć, ale bóstwom to chyba nie przeszkadza (a ludzie mają na to swoje sposoby 😉 ). Na papierze do kaligrafii układa się spodem do góry rozdwojoną gałązkę paproci, na niej większe mochi, następnie 1-2 zielone listki drzewa sakaki, uznawanego za święte w religii shintō i mniejsze mochi. Na szczycie ląduje mandarynka z listkami oraz – dodatkowo u nas – suszone kaki (owoc persymony). Takich kagami-mochi zrobiłyśmy łącznie 5 (tokonoma, dwa na butsudan, kamidana i kamidana kuchenna). Wielkie kagami-mochi na podwójnym liściu paproci …i mandarynka z listkami na górę kagami-mochi Obok mandarynek lub obok kagami-mochi położyliśmy po suszonym owocu kaki (pyyyszne!) Największe kagami-mochi zawędrowało przed ozdobną wnękę tokonoma Kagami-mochi przed tokonomą Kagami-mochi na butsudanie, ołtarzyku buddyjskim. Tak też można. Zakurzony Hotei 😉 Małe kagami-mochi na kamidanie kuchennej Małe kagami-mochi na kamidanie w wejściu do ozashiki Sony Xperia w kieszeni towarzyszyła mi całe przygotowania 😉 Następnie przyszedł czas na świąteczne dekoracje. Pan domu zawiesił przed drzwiami shimekazari (しめ飾り) – noworoczną dekorację ze słomy ryżowej, M. zajęła się tworzeniem shide (紙垂), zygzakowatych kawałków białego papieru, a następnie przygotowała mały powróz shimenawa, który rozwiesiła na małych palikach za domem, gdyż okazało się, że w pobliskim lesie mieszka jakiś shintoistyczny kami-sama (bóstwo). Mnie – w dziedzinie zajęć twórczych – przypadło układanie ikebany na obie kamidany. Cieszę się, że na studiach przeczytałam o ikebanie kilka książek – dzięki temu szybko poszło, a nawet zgarnęłam pochwałę! Ha 😀 Shimekazari – noworoczna dekorację ze słomy ryżowej. Tutaj: żuraw, mandarynka i flagi Japonii Shide – używane w shinto zygzakowate kawałki białego papieru Gotowanie, shide i ikebana w toku 😉 W drugiej części dnia przyszedł czas na gotowanie (tym razem D. trafiły się prace wysokościowe, pt. „ściągnij pudło ze szczytu szafy” . W kartonie, zawinięte w specjalne papiery, czekało na nas świąteczne jūbako (重箱) – pudełko na noworoczne przysmaki. Ponieważ w czasie świąt wszyscy odpoczywają i nawet panie domu nie powinny gotować, większość potraw świątecznych przygotowywana jest w wigilię Nowego Roku (jak to jest, że co kraj, to obyczaj, a jednak wszędzie się w wigilię stoi przy garach?! 😉 ). Dania noworoczne noszą specjalną nazwę i jest to o-sechi-ryōri (お節料理) , a wiele z nich ma znaczenie symboliczne, ale o tym za chwilę. Znaczenie symboliczne ma też ostatni zjadany tego dnia (a właściwie tego roku) posiłek – na kolację mama przygotowała toshikoshi-soba (年越しそば) zupę z długiego makaronu soba, która ma zapewnić długowieczność (więcej o makaronie soba przeczytacie na blogu Asi i Kondiego). Po posiłku można było na chwilę zasiąść przed telewizorem, by obejrzeć Kōhaku Uta Gassen (紅白歌合戦), festiwal piosenki na koniec roku, transmitowany przez telewizję NHK w wigilię Nowego Roku od 1953 roku. Podczas tzw. biało-czerwonej bitwy na piosenki uczestnicy programu podzieleni są na dwie grupy: grupa biała, składająca się z kobiet (lub zespołów, w którym wokalistką jest kobieta) i grupa czerwona – męska, według analogicznej zasady. Festiwal jest zrobiony z rozmachem i oglądany przez duże grono Japończyków; podobnie do znanej nam Eurowizji charakteryzuje się zaskakującymi kostiumami (nawet prowadzący przebierają się w trakcie festiwalu kilkukrotnie), wyszukaną scenografią i choreografią. Do festiwalu nie można się ot tak po prostu zgłosić – uczestnicy otrzymują indywidualne zaproszenia, które są dowodem uznania i wielkim wyróżnieniem dla muzyka. I choć nie jestem wielką fanką takich festiwali, było to niezwykle ciekawe doświadczenie. Sam turniej kończy się kilka minut przed północą. W domu natomiast, jeszcze przed 23, nastąpił „wymarsz dla chętnych” do buddyjskiej świątyni na joya-no kane (除夜の鐘 ) – 108 uderzeń w świątynne dzwony w ostatnią noc roku. Czytałam, że te 108 uderzeń symbolizuje 108 pragnień / skalań (odpowiedników grzechów), które uniemożliwiają dostąpienie oświecenia. Po wysłuchaniu wszystkich 108 uderzeń owe „grzechy” zostają odpuszczone, a ostatnie uderzenie wyznacza początek Nowego Roku. Na pewno w Tokio, gdzie w tym czasie przy sławnych świątyniach gromadzi się tysiące ludzi zwyczaj ten jest dokładnie celebrowany. W naszej pobliskiej świątyni, w której uroczystości zaczynały się o 23:45, wpół do północy nie było jeszcze nikogo. Nikogo, prócz nas. Chwilę później zjawił się kapłan zajmujący się świątynią (nazwijmy go na roboczo proboszczem) oraz dziewczyny z wielkimi kotłami amezake (甘酒), słodkiego napoju ze sfermentowanego ryżu dla wszystkich „parafian”. Zgodnie z tym, co przeczytałam wcześniej, oczekiwałam, że tych 108 uderzeń dzwonu będziemy słuchać. Ponieważ jednak była to uroczystość bardzo rodzinna (na początku doliczyłam się zaledwie 20 osób, w tym 6-ciu od nas), proboszcz zaproponował, że w dzwon będziemy uderzać my – wszyscy, którzy się zjawili! W kolejce do dzwonienia joya-no kane Uwaga! Będzie głośno 🙂 I tak, sformowawszy kolejkę do dzwonnicy, każdy miał swój grzech do oddzwonienia, a że było nas mało, to niektórzy nawet dwa 😉 Ja dzwoniłam po raz 4-ty i siedemdziesiąty któryś; nie wiem za jakie grzechy to odpowiada, czasem lepiej nie wiedzieć ;). Po „oddzwonieniu swojego” można było dostać albo czarkę słodkiego napoju imbirowego, albo amezake. To drugie w smaku bardzo przypomniało mi turecką bozę, mniej słodki napój ze sfermentowanej pszenicy, który miałam okazję skosztować w zeszłym roku w Stambule. Ach, miałam jeszcze dopisać – uderzeń miało być 108, ale ponieważ dzwon wzywał do świątyni kolejnych mieszkańców okolicznych domów, uznano, że każdy powinien choć raz zadzwonić. Więc gdy odliczyliśmy 108 uderzeń (a były liczone!), licznik przekręciło się jak w samochodzie z Niemiec „od pierwszego sprzedającego” 😉 I tak 2015 rok dobiegł końca. Rodzinna atmosfera w świątyni Ganjitsu – pierwszy dzień Nowego Roku ( 元日) Noworoczna dekoracja Jūbako pełne pyszności Shimekazari w kształcie kaczki… Nowy Rok świętuje się podobnie, jak nasze Boże Narodzenie, czyli… za stołem. Zanim jednak jeszcze wszyscy do nie go zasiedli, otworzone zostało otoso – noworoczne sake i w specjalnych czarkach ofiarowane na ołtarzyku buddyjskim i shintoistycznym. Następnie to samo sake zostało rozlane do czarek dla mieszkańców domu, lecz nie samo – do czarek wsypano malusieńką ilość złotego pyłu. Japończycy lubią dodawać złoto do specjalnych posiłków, jednak jest ono dość… niedobre w smaku. Na szczęście sake było naprawdę dobre! Po złożeniu życzeń i wychyleniu czarki przyszedł czas na noworoczną zupę ozoni (お雑煮). Skład i sposób przygotowania zupy różni się w zależności od regionu i domowych tradycji, jednak jest jedna cecha wspólna – do zupy wkłada się ryżowe ciastka mochi. Mochi, od czasu ich przygotowania, zdążyły już stwardnieć na kamień, ale wystarczyło włożyć je na chwilę do piekarnika, by odzyskały swoją konsystencję i dodatkowo pachnąco się przypiekły. Ozoni – noworoczna zupa z dodatkiem mochi Wszystkie dania tego dnia spożywa się przy pomocy specjalnych pałeczek – zrobionych z okorowanych gałązek kasztanowca. Jedzenie takimi nierównymi pałeczkami wcale nie należy do prostych! 😉 Kasztanowiec symbolizuje „dobre krążenie, cyrkulację” – i ma zapewnić wszelkiego rodzaju „obieg” w nadchodzącym roku – przyjaźni, relacji, a także pieniędzy. Pałeczki z gałązek kasztanowca Po zjedzeniu ozoni wszyscy zabraliśmy się do jedzenia przygotowanych wczoraj dań o-sechi-ryōri. I tak, w naszym zestawie noworocznym znalazła się: czarna fasolka (kuromame), której zjedzenie ma zapewniać przede wszystkim dobre zdrowie, a także symbolizować pieniądze i pracowitość. ikra śledzia (kazunoko), która ma zapewnić liczne potomstwo w rodzinie w nadchodzącym roku (przy czym nie jest określone, czy mają to być dzieci akurat tej osoby, która ją zjadła, ale na wszelki wypadek wolałam nie ryzykować 😉 ) suszone sardynki (tazukuri) – kiedyś używane były przez rolników do użyźniania pól; mają zapewnić obfitość plonów. Dodatkowo, rybki są serwowane w całości, z oczami. Japońskie „oko” 目(me, め) symbolizuje pomyślność, bo jest zawarte w słowie omedetō ( お目出度う ), które wypowiada się składając najlepsze życzenia lub gratulacje. „ciastko rybne” (kohaku-kamaboko), choć konsystencją przypomina raczej „rybne ptasie mleczko” na zewnątrz jest czerwone (różowe), wewnątrz – białe. Czerwony (podobnie jak w dawnych kultach słowiańskich) odstrasza złe moce, biały – symbolizuje czystość i świętość. Dodatkowo półkolisty kształt dania ma przypominać wschodzące słońce, symbol Japonii. zawijany omlet (datemaki), znacznie grubszy od znanego nam zazwyczaj tamagoyaki, ma kształt zwiniętego zwoju. Zjedzenie datemaki ma przynieść osiągnięcia w dziedzinie nauki i dalszy rozwój kulturalny. Zjadłam więc. Dużo 🙂 Nie wiedzieć czemu wydawał mi się znacznie bardziej atrakcyjny niż ikra śledzia, choć wtedy jeszcze nie znałam ich symbolicznego znaczenia. Nie ma przypadków! 😉 krewetki (ebi) – podobno zawinięty kształt krewetki łączy się z życzeniem długowieczności – jeśli pożyjemy wystarczająco długo, dorobimy się garba w kształcie zawiniętej krewetki… korzenie roślin – nie można wzrastać i rozwijać się zapominając o swoich korzeniach. Byśmy wszyscy byli głęboko osadzeni i mogli się rozwijać, w Nowy Rok je się potrawy z korzeni. Dodatkowo, nie przypadkiem nasze noworoczne czarki do sake były ozdobione motywem przedstawiającym sosnę (jedna z podstawowych ozdób w okresie Nowego Roku) z długimi korzeniami. korzeń lotosu (renkon) pełen jest dziur, jak ser szwajcarski. Te dziury to dobre perspektywy, które czekają nas w nadchodzącym roku. rolada ze śledzia w wodorostach kombu (kobumaki) łączy w sobie efekt ikry śledzia, omletu i krewetki, zapewniając potrójne kombo: długowieczność, liczne potomstwo i osiągnięcia naukowe (niestety zjadłam. Ale tylko jeden kawałek, może akurat zadziała na długowieczność i edukację? 😉 ). grzyby shitake – podobno kształt czapki grzyba przypomina beret noszony przez żołnierzy w dawnych czasach; zjedzenie shitake ma nam więc zapewnić końskie zdrowie i dobre samopoczucie. Noworoczne dania o-sechi-ryōri N iedługo po śniadaniu przyszedł czas na hatsumōde (初詣) – pierwszą w roku wizytę w świątyni buddyjskiej lub chramie shintō. Święcie przekonana, że jedziemy do jakiejś pobliskiej świątyni, zgarnęłam do kieszeni aparat i zadowolona z siebie wpakowałam się do samochodu. Sto osiemdziesiąt kilometrów dalej i trzy godziny później… wysiadłam, bo staliśmy w wielokilometrowym korku do najważniejszej w całej Japonii świątyni shitnoistycznego boga Hachimana, w miejscowości Usa. W drodze do Usa, prefektura Ōita Korek do świątyni, już w Usa Napotkane po drodze. Natura zawsze tworzy najpiękniejsze rzeczy! Zdaje się, że do świątyni udała się połowa mieszkańców Kyushu, jak nie jeszcze rodziny z innych wysp Japonii. Było zdecydowanie świątecznie i odpustowo. Co jednak zaciekawiło mnie najbardziej, to historia powstania chramu. Ponieważ nie ma co wymyślać historii na nowo, podaję co Jolanta Tubielewicz, jedna z twórców polskiej japonistyki i moja wielka inspiracja, pisze o chramie w Usa w książce Mitologia Japonii: U schyłku V wieku dziwne rzeczy zaczęły się dziać w okolicach Usa na Kyushu (obecnie prefektura Oita). W pobliżu źródła wpadającego do jeziora Hishikata raz po raz ukazywały się niesamowite stwory. Czasem był to ośmiogłowy smok, czasem demoniczny starzec. Kto zobaczył te postacie, zapadał na tajemniczą chorobę, po czym nieuchronnie umierał. Ludność rejonu wpadła w panikę. Pojawił się wówczas nie wiadomo skąd stary człowiek, który podał, że nazywa się Oga Higi. Obiecał, że zwalczy złe moce prześladujące Usa. Zabrał się do tego dzieła dość ślamazarnie, bo trzy lata upłynęły, zanim osiągnął jakieś rezultaty. Przez te trzy lata stosował surową shintoistyczną abstynencję i dzięki temu zyskał boską potęgę. (…) Ukazał mu się trzyletni chłopiec, od którego biły oślepiające promienie. (…) Zjawisko zmieniło się w złotego sokoła i odleciało. Sokół przysiadł w gałęziach sosny na wschodnim brzegu rzeki Yakkangawa. W tym właśnie miejscu w 708 roku zbudowano chram (…). Po kilku przeprowadzkach w 725 roku nowa siedziba została usytuowana na wzgórzu Kameyama i od tego czasu chram rozrósł się i okrył niezwykłą sławą. Nazywa się dziś Usa-Hachiman-jingu.* Podobno dotykanie „świętych drzew” przynosi łatwy poród. Jak ktoś zjadł za dużo ikry śledzia, to może nawet wskazane! 😉 Niechciane noworoczne omikuji (przepowiednie) zostają w świątyni, żeby nie ciągnęły się za człowiekiem do domu Drugi dzień Nowego Roku Śniadanie, drugiego dnia Nowego Roku, rozpoczęło się od super słodkiej zupy z czerwonej fasoli – shiruko (汁粉). Po dodaniu do zupy grillowanych mochi uzyskujemy danie zenzai (ぜんざい). Muszę przyznać szczerze, że grillowane mochi w każdej postaci jest po prostu przepyszne! Po śniadaniu, na które nadal jedliśmy o-sechi-ryōri, przyszedł czas na odwiedziny pobliskich chramów shintō (tym razem było to na prawdę blisko, bo drugi dzień świąt, znów – analogicznie jak u nas w Boże Narodzenie – to czas odwiedzin rodziny). O samych chramach napiszę Wam więcej niebawem, gdyż przywiozłam z tej wyprawy mnóstwo przepięknych zdjęć. Z resztą sami zobaczcie: Kumano Jinja, Imari Shishi z Kumano Jinja. Tak stary, że już zarósł zielonym futrem! 😉 Gōtōiwa – „Kamień złodziei” Chram Yodohime, Okawamachi Shishi z Yodohime, Okawamachi Powróz shimenawa i święte drzewo Shishi z co najmniej podejrzanym uśmiechem 😉 Trzeci dzień Nowego Roku – powrót do Tokio Powiem tak – powrót do Tokio ostatniego dnia świąt zdecydowanie nie jest dla mięczaków 😉 Już dzień wcześniej telewizja NHK informowała o 50. kilometrowym korku na trasach wlotowych do stolicy, jednak nas miało to nie obchodzić – wracałyśmy shinkansenem i to z jednej z początkowych stacji. Korek zaczął się… na długo przed dotarciem do dworca, na wjazd na parking czekało się jakieś 20 minut, a to był dopiero początek. Tego dnia, raczej wyjątkowo, shinkansen Nozomi, najszybszy i najdłuższy z wszystkich, odchodził do Tokio co 15 minut. JR zmobilizował do pracy wszystkich swoich pracowników, bo wszystko przebiegało japońsko-sprawnie. Kojarzycie slalomy z taśm na lotnisku? Na dworcu czekało na nas takich… sześć. Wszyscy, zamiast usiąść i czekać, byli kierowani na sam koniec dworca by ustawić się w kolejce. Po pozakręcaniu się w jednym slalomie byliśmy przepychani do następnego, tego, który znajdował się bliżej wejścia na perony. I tak sześć razy. Czułam się trochę jak chomik, ale dzięki temu ciągłemu chodzeniu faktycznie człowiek miał wrażenie, że „coś” jednak robi i półtorej godziny minęło dość szybko. Na peronie również poproszono nas o sformowanie kolejki. Na szczęście tam zmienialiśmy ją tylko trzy razy i po kolejnych 40 minutach „nasza porcja ludzi” została wpuszczona do środka pociągu. Nie mniej, nie więcej, niż tyle, ile było miejsc – w końcu pociąg przed przyjazdem do Tokio miał się zatrzymać na kilku innych stacjach. Następni wsiadający mieli więc mniej szczęścia – podróżowali 300 km/h na stojaka, w przejściu, lub śpiąc na podłodze. Oczywiście zawsze można kupić bilety w tzw. green car, czyli wagonach z rezerwacją miejsc, tylko trzeba liczyć się z tym, że bilet będzie wtedy dwa razy droższy. Mój bilet (bez rezerwacji) na trasie Tokio-Hakata-Tokio kosztował 40 000 jenów (~ 1300 zł). Ech, gdybym tylko była turystką i mogła kupić JR Pass… (do czego Was zachęcam!) 😉 Szczęśliwego Nowego Roku! Na koniec chciałabym bardzo podziękować M. i jej rodzinie, która tak serdecznie przyjęła nas – dwójkę nieznajomych – pod swój dach, w czasie tych rodzinnych świąt. Dziękuję po stokroć! * Tubielewicz Jolanta, Mitologia Japonii, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa, 1980, str. 114.
Książki Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne Opis Książka i album fotograficzny w jednym Japonia na nowo po raz pierwszy odkryta autorstwa Ludmiły Kot i Romualda Zabielskiego nie jest kolejnym przewodnikiem turystycznym po Japonii, choć można się z niej wiele dowiedzieć o Kraju Kwitnącej Wiśni. Tytuł Japonia na nowo po raz pierwszy odkryta doskonale tłumaczy, co było główną inspiracją do napisania tej książki autentyczne godziny autorów spędzone na rozmowach o Japonii. Dwoje autorów, dwa spojrzenia, interesujący jest podzielona na dwie części. Pierwsza to rozmowa w formie wywiadu przed wspólnym wyjazdem, w której dominują Jego wspomnienia zręcznie ubarwione anegdotami. Drugą część już po powrocie z ich wyprawy, gdzie następuje zderzenie z Jej wcześniej zbudowanymi wyobrażeniami i fascynacją, a wtedy dialog pomiędzy autorami nabiera większej dynamiki i graficzna, bardzo ekspresyjna i barwna, nawiązuje klimatem do komiksów mangi, ale też i innych charakterystycznych form to ubarwiona ponad 300 fotografiami garść gawęd o Japonii, po których nie pozostaje nic innego niż ochota, by wsiąść do samolotu i już po kilku godzinach lotu odkryć ten świat samemu. Szczegóły Tytuł Japonia na nowo Po raz pierwszy odkryta Inne propozycje autorów - Zabielski Romuald, Kot Ludmiła Moje Tatry Książki Powszechne Wydawnictwo Rolnicze i Leśne Duchy Tatr Książki Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne Podobne z kategorii - Książki Darmowa dostawa od 199 zł Rabaty do 45% non stop Ponad 200 tys. produktów Bezpieczne zakupy Informujemy, iż do celów statystycznych, analitycznych, personalizacji reklam i przedstawianych ofert oraz celów związanych z bezpieczeństwem naszego sklepu, aby zapewnić przyjemne wrażenia podczas przeglądania naszego serwis korzystamy z plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki lub zastosowania funkcjonalności rezygnacji opisanych w Polityce Prywatności oznacza, że pliki cookies będą zapisywane na urządzeniu, z którego korzystasz. Więcej informacji znajdziesz tutaj: Polityka prywatności. Rozumiem
Wystawa "Popłyń ze mną" Od 26 do 28 czerwca 2020 roku prezentowaliśmy w galerii prace uczniów Społecznej Szkoły Podstawowej 101 w Olsztynie. Wystawa wpisała się w obchody 30-lecia szkoły, a jej pomysłodawczynią była znakomita malarka i pedagog Marta Wasilewska - Frągnowska. Wystawa obejmowała 20 prac uczniów artystki i nosiła tytuł "Popłyń ze mną".Czytaj dalej wpis Wystawa "Popłyń ze mną" Tamara Berdowska "Bezsenność"Od 22 lutego do 12 marca 2020 roku zapraszamy do Olsztyńskiej Galerii Sztuki na wystawę jednaj z najważniejszych przedstawicielek współczesnej abstrakcji geometrycznej w Polsce Tamary Berdowskiej. Wystawa nosi tytuł „Bezsenność”. To co charakteryzuje twórczość Tamary Berdowskiej to doskonałość warsztatu i mistrzowskie wręcz operowanie niuansami kolorystycznymi. Tamara Berdowska maluje nie tylko obrazy, tworzy również reliefy i bardzo doceniane przez krytykę obiekty przestrzenne. Czytaj dalej wpis Tamara Berdowska "Bezsenność"Jerzy Grochocki "STRUKTURY W CZTERECH ..."Od 19 maja do 2 czerwca 2018 roku zapraszamy na wystawę twórczości Jerzego Grochockiego „STRUKTURY W CZTERECH …”, artysty wszechstronnego, o znaczącym dorobku artystycznym, łączącym w swoich pracach sztukę z matematyką i geometrią. Artysta należy do prekursorów konstruktywizmu w Polsce, wymieniany wśród takich twórców jak Stefan Gierowski, Zbigniew Gostomski, Wojciech Fangor czy Ryszard Winiarski. Jest to więc niepowtarzalna okazja na zapoznanie się z twórczością tak znakomitego artysty. Wystawa potrwa do 2 dalej wpis Jerzy Grochocki "STRUKTURY W CZTERECH ..."Łukasz Zedlewski "Początek"Od 15 grudnia 2017r. do 5 stycznia 2018r. zapraszamy do galerii na wystawę malarstwa Łukasza Zedlewskiego. Na wystawie zobaczą Państwo kilkanaście prac z cyklu "Zima", przedstawiających przepiękne warmińskie pejzaże w zimowej odsłonie. Z tej okazji wydaliśmy publikację z pracami artysty z lat 2007 - 2017, do której wstęp napisał profesor Stanisław Baj: "I poza motywem, tematem, przede wszystkim światło przy pomocy koloru jest w tym malarstwie głównym bohaterem, wręcz stanowi wartość metafizyczną,oddaje ducha miejsc bliskich dalej wpis Łukasz Zedlewski "Początek"Michał Träger "Tajemnica"Od 29 września do 12 października 2017r. zapraszamy na wystawę malarstwa Michała Trägera pt.: "Tajemnica". Michał Träger urodził się w 1953r. w Toruniu. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych UMK Toruniu w latach 1972-1977. Dyplom uzyskał w pracowni malarstwa prof. Stanisława Borysowskiego. Obecnie jest pracownikiem Zakładu Kształcenia Artystycznego Instytutu Zabytkoznawstwa i Konserwatorstwa UMK w Toruniu. Prowadzi ćwiczenia z anatomii plastycznej, technik rysunkowych i malarstwa w technikach wodnych i dalej wpis Michał Träger "Tajemnica"Marta Wasilewska - Frągnowska "Śnienie"Od 20 maja do 3 czerwca 2017r. zapraszamy na wystawę malarstwa olsztyńskiej artystki Marty Wasilewskiej - Frągnowskiej. Zaprezentujemy kilkanaście prac z nowego cyklu zatytułowanego "Śnienie". Prace te właśnie wróciły z dużej wystawy w Austrii i nie były jeszcze pokazywane w Polsce. Marta Wasilewska–Frągnowska urodziła się w 1983 roku w Olsztynie. Jest absolwentką Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko– dalej wpis Marta Wasilewska - Frągnowska "Śnienie"Tomasz Wawryczuk "Struktury ciał"Od 4 do 18 marca 2017r. zapraszamy na wystawę rzeźby Tomasza Wawryczuka pt.: "Struktury ciał".„Struktury ciał” – esencja cielesności i sensualizmu. Rzeźby skupione na ciele i jego formach. Erotyzm łączy się tu z niepokojem, a zmysłowość kontrastuje z surowością brązu, ceramiki czy marmuru. Emanująca frywolność i powaga, a z drugiej strony słodycz i mrok, czasami wręcz lubieżna deformacja, to najczęstsze środki artystycznego języka kreującego siłę wyrazu prezentowanych prac. Czytaj dalej wpis Tomasz Wawryczuk "Struktury ciał"Władysław Jackiewicz "Ciało"Od 11 lutego do 11 marca 2017r. zapraszamy za wystawę malarstwa profesora Władysława Jackiewicza pt.: "Ciało". Władysław Jackiewicz urodził się w 1924 roku w Podbrodziu na Wileńszczyźnie. Zmarł 30 marca 2016 roku. Studiował na Wydziale Malarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie. Dyplom otrzymał w 1952 roku w pracowni profesora Artura Nachta-Samborskiego. Po ukończeniu studiów związany z gdańskim środowiskiem artystycznym był współtwórcą Grupy Gdańskiej. Zadebiutował obrazem „Kwiaciarka” na Wystawie Młodej Plastyki w 1955 roku w warszawskim dalej wpis Władysław Jackiewicz "Ciało"Stanisław Baj "Pomiędzy"Od 1 do 22 października 2016r. zapraszamy Państwa na wystawę malarstwa profesora Stanisława Baja pt. „Pomiędzy”. Twórczość artysty skupia się w dwóch obszarach. Pierwszy z nich to nadbużańskie pejzaże, które będą Państwo mogli oglądać na wystawie, drugi – portrety. W jego malarstwie widać silne więzi ze wsią Dołhobrody, gdzie się urodził i spędził dzieciństwo. Artysta maluje jej mieszkańców, sąsiadów i bliskie jego sercu osoby, szczególnie dalej wpis Stanisław Baj "Pomiędzy"Ludwik Maciąg "Za oknem jest pejzaż"Od 14 maja do 3 czerwca 2016 roku zapraszamy na wystawę profesora Ludwika Maciąga pt.: „Za oknem jest pejzaż”. Artysta, którego prace mamy zaszczyt wystawiać, zaliczany jest do czołówki współczesnych polskich pejzażystów, batalistów i malarzy koni. Nadarza się w Olsztynie wyjątkowa okazja obejrzenia obrazów artysty. Tym bardziej, że dzieła profesora znajdują się głównie w zbiorach muzealnych i kolekcjach prywatnych i niezbyt często prezentowane są szerszej publiczności. Najstarsza pozycja pochodzi z 1942 roku, jest też praca z 1977 roku oraz kilka z lat 90-tych. Większość akwarel datowanych jest na lata 2001 – dalej wpis Ludwik Maciąg "Za oknem jest pejzaż"
„Duchy Tatr“ to szpiegowska humoreska z przymrużeniem oka. Głównymi bohaterami są nieliczni ludzie i liczne rzesze tatrzańskich duchów, tworzące dwa przenikające się światy. Duchy Tatr mają swoje twarze, psotne charaktery, słabości i, jak to w życiu bywa, także zgubne nałogi. Spokojne życie duchów Tatr pewnego dnia zakłóci obca ingerencja w wewnętrzny system przekazu informacji. Jak w prawdziwej, sensacyjnej opowieści i tutaj pojawia się grupa bohaterów próbujących przywrócić ład w Tatrach. Jest też super bohater – Wielki Bezcieniowy Ptak. Czy misja zakończy się sukcesem? Fikcyjną fabułę autorzy wpisali w autentyczne ścieżki szlaków górskich, a zamieszczone mapki i plany pozwolą poznać bliżej Tatry. Książka z pewnością znajdzie wielu zwolenników wśród miłośników gór, ale praktycznie każdy odnajdzie w niej coś dla siebie. „Duchy Tatr” jest już drugą pozycją literacką autorstwa Ludmiły Kot i Romualda Zabielskiego po wydanej w 2016 r. książce pt. „Japonia na nowo po raz pierwszy odkryta”.
japonia na nowo po raz pierwszy odkryta