70K views, 1.3K likes, 125 loves, 71 comments, 448 shares, Facebook Watch Videos from Łódź: Przebieganie między peronami wzbronione, ale nikt nic nie mówił o tańcu Międzynarodowy Festiwal Twórczości
@zimnokrwisty @PKPIntercityPDP Przecież ogłosili: „z przyczyn niezależnych od przewoźnika”. Nie zmieni się nic. Od 2009 roku jeżdżę codziennie PKP Łódź-Warszawa-Łódź. Nawet taki profil na fb mamy „Łódź Warszawa ciężka przepraw”. Płacisz i nic nie możesz. 14 Nov 2021
BESKIDY - TU NIC NIE MA !!! to reportaż o miejscu w Beskidach, o których popularny turysta powie - tu nic nie ma.Reportaż z cyklu 1000 Miejsc Polski.🌋1000 M
Co zrobisz, jak nic nie zrobisz ? 🤔🙈😅 #danzakboxing #tortugalodz Nie pisz odpowiedzi w komentarzu 📝 BOKS | TARCZE | TRENING INDYWIDUALNY | TRENER OSOBISTY | SAMO TARCZOWANIE | SPORTY WALKI | KLUB SZTUK WALK | ŁÓDŹ | POLSKA | HUMOR | PL #danzakboxing #tortugalodz #boxing #boks #tarcze #trener #śmieszki #treningpersonalny #trenerosobisty #boxingpads #focusmitts #focusmittstraining
Można przeprowadzić remont bez szkody dla drzewa (a broń Boże po łódzku wyciąć), spadło tylko kilkadziesiąt lisci. 珞
270 views, 6 likes, 1 loves, 0 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Muzeum Kinematografii: „Łódź? Przecież tam nic nie ma!" - tymi nieco
. Dzisiejsze dane GUS potwierdziły wcześniejsze szacunki resortu rodziny, iż stopa bezrobocia rejestrowanego w czerwcu wyniosła 4,9 proc. To o 0,2 pkt. proc. mniej niż w maju i o 1,1 pkt. proc. mniej niż rok temu. To także niższy poziom niż przed pandemią i w ogóle rekordowo niski, ostatnio takie odczyty widziano ponad 30 lat temu, w 1990 r. (choć był to początek transformacji, potem bezrobocie zaczęło gwałtownie rosnąć). Z kolei liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy spadła w czerwcu tego roku do 818 tys., co też jest najniższym poziomem od trzech dekad. Takie dane pokazują, że polski rynek pracy jest w wyjątkowej sytuacji. – Przez swoją odporność na obecne kryzysy, prawdopodobnie jako ostatni doświadczy nadchodzącego spowolnienia gospodarczego – podkreśla w komentarzu Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. Czytaj więcej Co więcej, zdaniem Zielonki także w kolejnych miesiącach powinniśmy obserwować spadek stopy bezrobocia o 0,1 do 0,2 pkt proc., a na koniec roku może ona wynosić nawet 4,3-4,5 proc. Jednocześnie trzeba pamiętać, że stopa bezrobocia jest jednym z wielu wskaźników dla kondycji rynku pracy. – Inne elementy sugerują, że dochodzimy do pewnych granic, które ciężko będzie przekroczyć. Kończą się możliwości dalszego zwiększania zatrudnienia, szczególnie w regionach silnie zurbanizowanych. Coraz mniej pojawia się ofert pracy, jednocześnie badania ankietowe przedsiębiorców sugerują, że ci coraz rzadziej myślą o dodatkowym zatrudnieniu, czując na barkach ciężar nadchodzących miesięcy – zaznacza Zielonka. Według danych GUS, liczba ofert pracy zgłoszonych w czerwcu wyniosła 96,2 tys., podczas gdy w czerwcu 2021 r. było to niemal 118 tys.
Sprawna sieć komunikacyjna, zaspokajająca potrzebę bezproblemowego przemieszczania się jest elementem, którego oczekuje się od każdego współczesnego miasta. Bez korków, za to z wachlarzem bardziej ekologicznych alternatyw komunikacyjnych i z wysokim poziomem transportu publicznego – tego pragną mieszkańcy. Jak sytuacja komunikacyjna kształtuje się w przypadku poszczególnych dzielnic Łodzi? Jest to bez wątpienia ciekawe pytanie, zważywszy na wyniki Rankingu Dzielnic Otodom, które sytuują Łódź na pierwszym miejscu pod względem zakorkowania w Polsce. Czy na korki narzekają mieszkańcy wszystkich dzielnic? Jak radzi sobie łódzka komunikacja publiczna, a jakie alternatywne środki transportu łodzianie mają do dyspozycji? Śródmieście najbardziej zakorkowaną dzielnicąPrzeprowadzając badanie zapytaliśmy ponad 2000 mieszkańców Łodzi o to, jak oceniają różne aspekty związane z komunikacją. Według respondentów najlepiej skomunikowaną dzielnicą Łodzi jest Radogoszcz (3,47 punktów), natomiast najbardziej kulejącym komunikacyjnie miejscem okazuje się Śródmieście (3,24 punktów). Różnice między najlepszym i najgorszym wynikiem nie są jednak drastyczne. Do wysokiej oceny Radogoszczy przyczyniły się dobre warunki dla kierowców. Mieszkańcy tej dzielnicy najlepiej oceniają okolicę pod względem łatwości znalezienia miejsca do parkowania (3,27) oraz płynności jazdy – braku korków (3,18). – Radgoszcz, podobnie jak i druga w rankingu Retkinia mają dobrze rozwiniętą sieć komunikacji miejskiej. Coraz większym zainteresowaniem mieszkańców cieszy się również Łódzka Kolej Aglomeracyjna. Osiedla te sprzyjają podróżom rowerowym. Ścieżkami rowerowymi można tu pokonać naprawdę duże odległości - komentuje Maciej Roman Trust inaczej kształtują się głosy mieszkańców ostatniego w Rankingu Dzielnic Otodom Śródmieścia, którzy sygnalizują, że w dzielnicy panują korki i trudno jest znaleźć miejsce do parkowania. Warto jednak podkreślić, że to Śródmieście zajmuje wysokie miejsce w kwestii możliwości łatwego dojazdu do różnych miejsc (3,93), a najgorzej w rankingu wypada właśnie oddalona od centrum na północ Radogoszcz (3,71).– Niska pozycja Śródmieścia może trochę dziwić. Problemem może tu być niewielka liczba ścieżek rowerowych. Co do sieci komunikacji miejskiej nie można mieć moim zdaniem większych zastrzeżeń. Do dyspozycji są przecież autobusy, tramwaje, a także coraz lepiej działająca sieć kolejowa. Przyczyną niskiej pozycji tych dzielnic mogą być faktycznie gorsze warunki dla kierowców. Liczne remonty obecnie zdecydowanie utrudniają komunikację i powodują korki. Pozostaje liczyć, że po ich ukończeniu mieszkańcy będą mogli łatwiej i swobodniej poruszać się po całym mieście - dodaje Maciej Roman, Trust korki, brak parkingów i… sprawny zbiorkomSprawna komunikacja miejska (3,98) i związana z nią łatwość dojazdu (3,96) to cechy, które dominują w dzielnicy Teofilów. Jednocześnie wysoki jest tam poziom zakorkowania i trudność w znalezieniu miejsca parkingowego. Transport miejski łaskawie oceniany jest również w dzielnicach: Radogoszcz (3,88) i Retkinia (3,86), najgorzej oceniają go zaś mieszkańcy Widzewa (3,67). Łatwo dostępny alternatywny transport funkcjonuje najlepiej na terenie dzielnic: Teofilów-Wielkopolska (3,67) i Chojna-Dąbrowa (3,60), choć w tym aspekcie to Śródmieście plasuje się najwyżej w klasyfikacji (3,92), zaś Widzew najniżej (3,13). W kwestii braku korków niekorzystną pozycję zajmuje Polesie (2,71), rozciąga się to również na łatwość ze znalezieniem miejsca do parkowania (2,87). Stąd wyłania się wniosek, że w Łodzi najlepiej funkcjonuje gałąź komunikacji miejskiej, transport osobowy w poszczególnych dzielnicach rodzi problemy, związane z dużym poziomem zakorkowania i brakiem miejsc parkingowych. W porównaniu Rankingiem Dzielnic Otodom z roku 2017 niepokoi gorsza ocena każdej z dzielnic Łodzi. Zwycięzca się nie zmienił, Radogoszcz wciąż jest najlepiej oceniana. Za to Śródmieście spadło z trzeciego na ostatnie miejsce. Czy po zakończeniu remontów powróci w górną część rankingu? Łódź na tle innych miastNa tle pozostałych 11 miast, dla których Otodom przygotował Ranking Dzielnic 2020, Łódź, ex aequo z Krakowem uplasowała się na ostatnim miejscu z oceną 3,32 punktu. Na pierwszym miejscu w kategorii komunikacja znalazł się Białystok, który zdobył 3,75 punktu, na drugim Gdynia (3,69), a trzecim Lublin (3,66). Czytaj również:Najbezpieczniejsza dzielnica Łodzi to RetkiniaŁodzianie lubią swoich sąsiadów, ale coraz mniej ich znająTeofilów-Wielkopolska przyjazne dzieciom w ŁodziW Łodzi Radogoszcz jest najbardziej EKO!Radogoszczma najwyższą notę za porządek w ŁodziRetkina bezapelacyjnie najlepsza dla aktywnych w ŁodziArtykuł zaktualizowany:08 lipca 2020
W jednej chwili straciliśmy dach nad głową Data utworzenia: 19 lipca 2021, 7:00. O niszczycielskiej sile żywiołu przekonali się państwo Anna (46 l.) i Mariusz (46 l.) z Łodzi. Na część domu, w którym zajmowali mieszkanie z dwiema nastoletnimi córkami, zawaliło się potężne drzewo. Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Foto: Mikołaj Zacharow / - Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście w nieszczęściu, bo w czasie tej nawałnicy byliśmy poza domem, u znajomych. Gdybyśmy byli w środku nie chcę myśleć, co mogłoby się stać. Ale zostaliśmy tak, jak stoimy. Nie mamy nic. Patrzę na to wszystko i aż mi się nie chce wierzyć - pani Annie łzy same napływają do oczu. I ona i jej partner, z którym od 12 lat mieszkali w tym domu, są zrozpaczeni. To była chwila, jak mówią ich sąsiedzi. Środowy wieczór, po godz. 22. Nagle huk, jakby samochód uderzył w ścianę. Kiedy wyszli na podwórko, zobaczyli na nim gęstwinę zwisających z dachu gałęzi i gruby pień, opierający się o komin. Jak mówią państwo Anna i Mariusz drzewo, rosnące blisko domu, miało naruszane korzenie kiedy kładziono chodnik i podłączano telewizję kablową. - Kiedy tu przyjechaliśmy woda lała się z sufitu. Na tyle, ile mogłem wejść, łapałem co się da i przenosiłem na stronę kuchni, która ocalała - opowiada pan Mariusz. Mieszkanie, które zajmowali, ma charakter lokalu socjalnego. Miasto przeprowadziło ich na razie do hostelu. - Mamy tam pokój 16 metrów kwadratowych. My, dwie córki, dwa psy... Wiadomo, że to tymczasowe rozwiązanie. Wynajęlibyśmy może jakieś mieszkanie, ale za co, skoro oboje nie mamy pracy - mówi pani Anna. - Czy będziemy tu mogli wrócić i kiedy? Nie wiadomo - oboje bezradnie rozkładają ręce. - Administracja musi sprawdzić, czy ten dom będzie się nadawał jeszcze do zamieszkania czy tylko do rozbiórki. Tu mieliśmy 32 metry kwadratowe, ale wodę podciągnąłem, łazienkę Wodę podciągnąłem, zrobiłem łazienkę, żeby człowiek jakoś mógł żyć. A tu taka tragedia. Straciliśmy właściwie cały dobytek. Martwimy się o córki: 15- i 13-letnią. One są najważniejsze i muszą mieć dach nad głową. - wzdycha załamany pan Mariusz. Rodzinie można pomóc w tej trudnej sytuacji wspierając ją za pośrednictwem zrzutki. Szczegóły tutaj: Hasło zrzutki: „Na nowy start po stracie całego dobytku życia podczas wichury. Powalone drzewo na dom.” Wiatr rwał drzewa z korzeniami Zobacz także Pobazgrał drzwi od katedry. Tak się tłumaczył /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / - To coś potwornego, zostaliśmy w tym, co mamy na sobie - mówią państwo z ulicy Marii. /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / Potężna brzoza nie wytrzymała naporu nawałnicy i przewróciła się na dom. /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / Prawdopodobnie nie będzie się już on nadawał do zamieszkania. /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / Potężna dziura w dachu została zabezpieczona przez strażaków. /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / Rodzina mieszkała w 32-metrowym mieszkanku w czwórkę. Pani Anna i pan Mariusz mają też dwa psy. /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / Wystarczyła chwila. - Z tym drzewem runęło nasze dotychczasowe życie - mówi pani Anna. /7 Drzewo spadło na część domu, w której mieszkali pani Anna i pan Mariusz Mikołaj Zacharow / Podczas nawałnicy rodziny nie było w środku Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Łódź była gotowa na wojnę jądrową. Mogła nawet przyjąć uderzenie nuklearne trzydzieści pięć razy silniejsze niż to, które spadło na przy ul. Gandhiego 21 w Łodzi wygląda jak wiele innych znajdujących się na pograniczu Bałut i Polesia. I pewnie nie zwróciłby niczyjej uwagi, gdyby nie tajemnice, które kryją jego piwnice. W środkowej klatce, po zejściu na dół, widać potężne, metalowe drzwi z wielkim kołem broniącym wejścia do środka. Za tymi drzwiami znajduje się schron, który miał chronić mieszkańców osiedla i bloku przed wybuchem bomby atomowej. Takich schronów jest dziś w Łodzi kilkaset. To pozostałość po „zimnej wojnie” i dawnej polskiej doktrynie wojennej. Schron miało większość bloków budowanych w latach pięćdziesiątych - mówił nam Wojciech Źródlak, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych Oddział Radogoszcz. - Znajdzie się je na Bałutach, Kozinach. Wiele ich jest na tak zwanym Osiedlu Młodych, a więc w okolicy ulicy że w okolicach znajduje się schron, łatwo poznać. W odległości pięciu-dziesięciu metrów od bloku widać charakterystyczne wywietrzniki. Wyglądają jak małe wieżyczki wystające z ziemi. Wyznaczają podziemny kanał, który prowadzi ze schronu do wyjścia ewakuacyjnego. Każdy schron posiada takie wyjście. W razie zawalenia się budynku musiała być możliwość bezpiecznego jego przy ul. Gandhiego w Łodzi jest dziś jednym z najlepiej zachowanych. Powstał razem z blokiem, pod koniec lat pięćdziesiątych. Do schronu wchodzi się przez robiące duże wrażenie potężne, metalowe drzwi. Zaraz po lewej stronie znajduje się wejście do łazienki. Przy ścianie przymocowane są umywalki, obok toalety. W następnym pomieszczeniu stoi rząd ławek. Podobnych do tych, które stały kiedyś w szkolnych klasach. Wisi nawet szkolna tablica. Jednak służyła pewnie przez lata do ćwiczeń, które przed laty wykonywały w schronie nieistniejące już jednostki Obrony Cywilnej. Przy ścianach umieszczono drewniane, piętrowe łóżka. Więcej jest ich w drugim, nieco mniejszym Na tych pryczach miały odpoczywać osoby znajdujące się w schronie - mówił nam pracownik administracji, która zarządza schronem przy ul. Gandhiego. - Miejsc do leżenia nie ma dużo, więc odpoczynek miał odbywać się na jednym z podziemnych pokoi umieszczono wielką maszynę, która zajmowała się filtrowaniem powietrza. Podobno dalej jest sprawna. Maszyna zasilana jest na prąd. Ma też specjalną korbę, która pozwala jej pracować, gdy następuje przerwa w zasilaniu. Obok maszyny znajduje się niewielka szczelina zakryta To wejście do awaryjnego wyjścia, w tym schronie są dwa takie - wyjaśniał pracownik schronu pomyśleli o wszystkim. Nawet o tym, by umieścić wielkie beczki, w których była gromadzona woda. Każda mieści około stu litrów. Dziś są jednak puste...Podobno wielką tajemnicę związaną z doktryną wojenną kryje wieżowiec znajdujący się na ul. Tatrzańskiej 37/41, przy ul. Przybyszewskiego. Jego mieszkańcy twierdzą, że w razie wojny ich blok miał być przeznaczony na szpital. A wybudowano go w latach w podziemiach Hali Sportowej w Łodzi Krzysztof Szymczak- Być może tak rzeczywiście miało być - twierdzi jeden z lokatorów. - Blok ma sześć czy pięć klatek i około 150 metrów długości. Mówi się, że na każdym piętrze jest przejście, dzięki któremu można dojść z jednego końca bloku do drugiego. W Łodzi jest około 600 schronów, ale większość z nich wybudowana została po wojnie. Powstawały one głównie w piwnicach bloków, ale też przy nowo powstających zakładach przemysłowych. Siedemdziesiąt procent schronów wybudowano w latach 1951-1960. Między 1981 a 1990 rokiem powstało pięć. A ostatnie trzy wybudowano już w nowym czasach, od 1991 do 2000 roku. Zakończono wtedy rozpoczęte wcześniej budowle, w planach których były jeszcze schrony. Jeden z takich „nowych” schronów znajduje się na stacji Olechów. Oddano go do użytku w 1993 schron znajdował się w piwnicy bloku. Miał około 100 metrów kwadratowych powierzchni i mógł pomieścić sto osób. Ściany piwnicy mają wzmocnioną konstrukcję, zbudowane są z żelbetonu lub innych podobnych materiałów. Nie mogą mieć okien, muszą być szczelna. Piwnica ma też klapy wywiewne. Schron zamykany był hermetycznie szczelnymi z założeniami ówczesnej doktryny wojennej obowiązującej w Polsce i innych państwach Układu Warszawskiego, schrony, nazywane podobno niesłusznie przez niektórych bunkrami, miały nas przede wszystkim ochronić przed wybuchem nuklearnym. Od zakończenia drugiej wojny straszono Polaków niebezpieczeństwem spuszczenia na nasz kraj bomby atomowej przez „wrogów” z zachodnich państw, które należały do NATO. Od skutków takich ataków miały nas uchronić tzw. budowle ochronne. Dzielono je na: schrony, ukrycia i szczeliny przeciwlotnicze. Wśród schronów wyróżniano ich różne typy: S-1, S-2, S-3 i S-4. Schronom nadano dziwne kryptonimy: U-1 i U-2. Jedynie szczeliny pozostały zwykłymi szczelinami. Zgodnie z zimnowojenną doktryną, osobie ukrytej w schronie przysługiwał metr kwadratowy powierzchni. Te łódzkie „bunkry” mogły więc pomieścić ponad 90 tysięcy osób. Najwięcej było ich na Bałutach, bo ponad 200. Reszta dzielnic podzieliła się schronami sprawiedliwie. W każdej było około stu. Ponoć do budowy schronów zatrudniano zaufanych ludzi. Były to tajne budowle. Dziś takie podejście trochę śmieszy. Poza tym lokatorzy bloku powinni wiedzieć, gdzie taki schron się znajduje, by w razie niebezpieczeństwa się skryć. Zresztą schrony były tajemnicą na papierze. Bystrzy lokatorzy szybko je odkryli i poinformowali na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Łódź była przygotowana na uderzenie atomowe o sile 0,7 megatony! Siła rażenia bomby, która spadła na Hiroszimę była o trzydzieści pięć razy mniejsza. Zakładano, że wrogie wojska zaatakują centrum miasta. Bomba miała spaść na skrzyżowanie al. Kościuszki i Zamenhofa. Jak przed laty orzekli spece od obrony cywilnej, był to idealny punkt do obezwładnienia miasta...Dziś schrony to kłopot dla wielu administracji domów. Już na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w schronach atomowych powstawały magle, zakłady produkujące bambosze. Przejmowali je harcerze i urządzali swoje kluby. W dawnych schronach spotykali się też łódzcy płetwonurkowie. W jednym z największych łódzkich schronów, który mieścił 258 osób, który przy ul. Konstantynowskiej wybudowano w 1954 roku, produkowano sztuczne kwiaty i plastikowe doniczki. Z utraty znaczenia schronów ucieszyli się też mieszkańcy bloków, w których się znajdowały. Dzięki temu niektórzy z nich pozyskali dodatkową piwnicę. Tak wygląda wyposażenie schronu w piwnicy bloku przy ul. Gandhiego w Łodzi Krzysztof SzymczakSwoje schrony ma także Hala Sportowa, którą budowano w latach tzw. zimnej wojny. Wizja konfliktu zbrojnego, nawet nuklearnego, była wtedy blisko. Hala ma podziemia, a w nich schrony. Ciągną się one pod nią, w jej obrysie. Jak zapewnia Maciej Tracz z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Łodzi, schrony miały chronić jak największą liczbę osób znajdujących się w hali oraz w jej pobliżu. Zbudowano je dla ludności i dygnitarzy partyjnych. - Są specjalne pomieszczenia dla Vipów - wyjaśnia Maciej Tracz, który niejeden raz odwiedzał schrony. - Oddzielono je od reszty metalowymi, pancernymi drzwiami. Są gazoodporne. Gdy zamknie się je od wewnątrz, to nikt z zewnątrz ich nie otworzy. W środku zainstalowano wentylację, która zachowała się w niezłym stanie. Są urządzenia do filtracji powietrza. W schronie dla VIP-ów znajdowała się centrala telefoniczna, towarowa winda, a także łazienka. Schrony mają bardzo mocne stropy. Nawet, gdyby zawaliła się hala, to im by się nic nie Zrobiono nawet specjalne podziemne przejście, którym można wyjść poza teren hali - dodaje pan Maciek. - To na wypadek zawalenia nie obliczył, ile mamy w Łodzi schronów przeciwlotniczych zbudowanych przed wybuchem wojny i już w czasie jej trwania. Wiele zostało zniszczonych, o tych, co pozostały, większość mieszkańców miasta nie ma pojęcia, choć mija je codziennie w drodze do schrony w Łodzi rozpoczęto budować już w 1939 roku, kiedy informacje o rychłym wybuchu wojny stały się coraz realniejsze. Wtedy to zaczęto kopać tzw. szczeliny przeciwlotnicze. Były to wąskie, głębokie rowy, ze skośnymi bokami. W razie bombardowań ludzie mieli w nich znaleźć schronienie. Pozostałości po tych rowach jeszcze do dziś widać w parkach Źródliska czy im. Henryka ze zbliżającym się wojennym zagrożeniem, wiosną i latem 1939 roku zaczęto przygotowywać schrony w łódzkich kamienicach. Choć może słowo schron jest zbyt wielkie. Po prostu w każdym budynku mieszkalnym, w piwnicach, wydzielano pomieszczenia, które miały chronić ludność przed skutkami bombardowań. Wstawiano do nich mocne drewniane lub metalowe drzwi, umacniano belkami stropy. Tak, by ludzie mogli przetrwać w tej piwnicy podczas bombardowania przedsięwzięć nie trzeba było dokonywać na jednym z najnowocześniejszych przedwojennych osiedli im. Montwiłła Mireckiego. Tam stawiając domy od razu tak budowano piwnice, by spełniały rolę schronu Źródlak przypomina, że prawdopodobnie w sierpniu 1939 roku taki prawdziwy schron przeciwlotniczy zbudowano w Parku Julianowskich. Graniczył on z cmentarzem na Radogoszczu. Nie był to skomplikowany bunkier. Chronił głównie przed odłamkami. Gdyby uderzyła w ten schron bomba, to pewnie bez żadnych problemów przebiłaby jego Wiele takich bunkrów, schronów przeciwlotniczych wybudowali w Łodzi już Niemcy - dodaje Wojciech Źródlak. Większość z nich Niemcy zaczęli budować po 1942 roku. Łódź została objęta projektem ochrony przeciwlotniczej ludności niemieckiej. Do dziś pozostałości po wielu z nich można znaleźć w parkach. Na przykład w parku kolejowym, noszącym teraz imię Stanisława Moniuszki. Jednak pierwszy schron przeciwlotniczy z prawdziwego zdarzenia Niemcy wybudowali na przełomie 1942 i 1943 roku przy ul. Hotelowej. Łączył on Grand Hotel z hotelem „Savoy”. Budowali go więźniowie obozu na ten dokładnie opisuje „Dziennik Łódzki”, który ukazał się we wrześniu 1947 roku. Dziennikarz gazety podaje, że był to tunel z czerwonej cegły spojonej cementem. Miał służyć Niemcom do przechodzenia z jednego hotelu do drugiego podczas Tunel do dnia dzisiejszego zachował się w znakomitym stanie - pisał przed siedemdziesięciu laty dziennikarz „Dziennika Łódzkiego”. - Gdyby nie prace prowadzone przy budowie sali teatralnej YMCA, przetrwałby zapewne dłuższy okres 1947 roku schron wybudowany w ogródku „Grand Hotelu” został więc zniszczony, bo w tym miejscu powstała sala teatralna. Dziś jest tu znane miejsce, był tu między innymi klub muzyczny „Funaberia”.Jedne z najlepiej zachowanych, ale też największych bunkrów niemieckich pozostały w Parku im. Ten schron znały chyba wszystkie dzieci ze śródmieścia! - opowiadał Wojciech Źródlak. - Znajduje się on w miejscu, gdzie była kiedyś górka, z której zjeżdżało się na nartach. Potem tę górkę zniwelowano, a bunkier znajduje się od strony al. Politechniki i Mickiewicza. Z daleka widać małe wieżyczki wystające z ziemi. To wywietrzniki schronu. Teraz jest zamknięty, ale jeszcze do lat osiemdziesiątych można było wejść do środka. Potem stał się miejscem schadzek podejrzanego towarzystwa, więc wejście zamknięto. Ale Wojciech Źródlak miał to szczęście, że udało mu się ten schron Miałem wtedy dwanaście lat i wszedłem tam z grupą kolegów - wspominał historyk. - Wzięliśmy latarki, grubą linę i oczywiście szukaliśmy tam skarbów. Nie doszliśmy za daleko, bo zobaczyliśmy wodę i musieliśmy się cofnąć. Skarbów też nie znaleźliśmy. Bunkier ten to siedmiometrowa szczelina, którą tworzą stropy i grube ściany. Po obu stronach korytarza są komory schronu. Przed laty w tym miejscu swój klub chcieli urządzić miłośnicy takich bunkrów i schronów. Jednak bez jednym z najlepiej zachowanych łódzkich schronów jest schron przeciwlotniczy znajdujący się na Brusie. Zbudowano go w 1937 roku. Niedawno został odnowiony dzięki Łódzkiemu Stowarzyszeniu Miłośników Militariów „Kompanja Brus”.Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
obejrzyj 01:38 Thor Love and Thunder - The Loop Czy podoba ci się ten film? Znane też jako UĆ, Boat City dawna Łódź. Okiem Przybysza[] Jesteśmy mieszkańcami chyba jedynego największego miasta w Polsce na, które nie spadła ani jedna bombka. Tak przyjacielu na UĆ nic nie spadło, i nie dla tego, że zostały przechwycone wcześniej albo pomyliły koordynaty. Prawda jest taka, że żadna ale to żadna rakietka nie była w nas wycelowana. Że niby co że sobie jaja robie? Że miasto wygląda jak jedna wieka kupa gówna? Oj to długa historia a, że historie dawnych lat znamy w większość z przekazów ustnych pozwól, że coś ci opowiem. Z tego co mówił mi ojciec, a jemu dziadek i pradziadek i z tego czego uczyli się w szkole dawna Łódź a obecna UĆ dla miejscowych i Boat City dla przejezdnych (podobno jakiś przejezdny wymyślił tę angielską durną nazwę i się przyjęła) było miastem omijanym z daleka. Spotkałem się nawet z przysłowiem, że ten kraj przed wojną był jak dupa, a że każda dupa musi mieć swój odbyt to ten kraj ma UĆ. Jakkolwiek musi być coś więcej w tym zdaniu niż ziarenko prawdy. Z tego co zdążyłem się zorientować UĆ nigdy nikogo nie interesowała nie było tu żadnych imprez, żadnych wydarzeń a w czasie jakiejkolwiek wojny była zawsze olewana. Nie wierzysz? No to przejedz się autobahnen do Postania, a potem zacznij wracać. Nie uświadczysz żadnego znaku, że ta trasa prowadzi do UĆ. Że niby zniszczone? Bez jaj wszystkie by się nie zniszczyły sam długo sprawdzałem tę drogę. Znajdziesz wskazówki jak gdzie dojechać oprócz Boat City. No ale tak było przed wojną, tak było pozostałości widzimy dzisiaj. Wcale nie jest nam wesoło, że nic na nas nie spadło. Wprost przeciwnie to miast to jedne wielkie zgliszcza połowa budynków liczy około 200 lat a druga połowa co najmniej setkę. Wszystko się tu sypie samo i nawet nie ma na czym oka zawiesić. Czego nie zniszczyła starość, niszczy przyroda albo wszędobylskie bagna i wody wypływające czasami nie wiadomo jak i gdzie. Dokładnie budynki zapadają się same, kszaczory rosną na każdym rodzaju terenu a woda zdaje się płynąc pod górę. Podobno to wadliwe działanie kanalizacji które przed wojna też nie były idealne. Nie wiem nie znam się zapytaj o to Shperaczy, oni babrają się w tym gównie pod ziemią. Na dokładkę powiem, że w mieście nie było żadnego sprawnego schronu ci co przetrwali widzieli zagładę na żywo. Połowa z nich już nic nie jest w stanie zobaczyć. Druga połowa jest przewlekle chora na różne popromienne dziwadła, a trzecia udaje że nic jej nie jest. I tak właśnie wygląda ludność Boat City. Struktura? Władze? Weź zapomnij. Kto ma siłę ten ma władzę. No może nie do końca bo jeszcze kilka lat temu rządziły tu gangi. Teraz władzę sprawuje rada miasta składająca się z kilku najważniejszych przedstawicieli i organizacji. Shperaczy na pewno znasz są tu najsilniejszą i najbardziej pokojową ekipą. Pozostałe to „Prząśniczki” czyli ugrupowanie zrzeszające kobiety, które po wojnie gangów jakoś się zorganizowały i przejęły kilak fabryk dziewiarskich oraz „Pałac Wrocławskiego” czyli przedwojenna Manufaktura zarządzana przez silny gang. O samych ugrupowaniach można by gadać przez kilka wieczorów więc to chyba tyle na ciekawostkę dodam że nawet pogotowie miało swój gang o nazwie „Łowcy skór”. Na jedną nockę wystarczy opowieści.
łódź tu nic nie spadło